Trzymam się tradycji jednej notki dziennie, póki WoS nie zjada mi życia i póki mam o czym pisać. Było obiecane, że dziś na wesoło. I co? I dupa :)
Zapewne sam się nie dowiem co to spowodowało, ale jest i już. Dół. Rezygnacja. Zaprzeczenie i wątpliwości. Przywitajcie się. Rok temu utopił bym to i zadusił dymem. Dziś wystarczyła jedna rozmowa. Źle, wróć. Jedna osoba. Bo człowiek choćby nie wiem jak długo chciał zostać irytującym gówniarzem, dochodzi do momentu, w którym jedynym pewnym i jasnym wnioskiem, jest stwierdzenie, iż nie ma co się pierd...zielić, bo jest o kogo dbać. (niematojakpisaćdługiezdaniaboniepotrafisiępostawićkropki) I to powinno pochłaniać moje myśli i siły, a nie żal do siebie (irracjonalny, czy nie, bez różnicy).
Opierdziel należy się Talarowi, bo kiedy nie ma go w szkole, to ja zajmuję miejsce Nadpobudliwego. Swoje winy odkupi stawiając mi w sobotę piwo. W sobotę bowiem idziem do knajpy na Adamka! (kto do cholery życzy sobie CZTERY dychy, za JEDNĄ galę?!). Nie jestem pewien, ale to chyba pierwszy raz, kiedy zabieramy Sołtysa w nocy na miasto. Wielki dzień!
Co do Busha ("posłuchaj, to do Ciebie"). Zadałeś dziesięć pytań. Zostawiłeś do rozmyślań. Ja żem to we łbie rozmyślił i mówię do Cię - odpowiedz. Sobie zapewne odpowiedziałeś, odpowiedz i nam, jeśli "weny za psi chuj". Ja osobiście jestem ciekaw. A fragment o walce... kupmy po dwa piwa, siędnijmy gdzieś, a mówię Ci, zmienimy ten kraj :)
Dziś zakupion został bilet na pewien znany polski zespół, który gra w październiku (nie, Kult gra w listopadzie, poczekajcie). O zespole, a raczej o liderze jest ostatnio głośno. I trwa dyskusja, aby dobrze to, czy też nie? Mi samemu głupio jest o tym pisać. Bo typ muzyki, o którym mowa, nie lubi być upubliczniany. Przynajmniej mojem skromnem zdaniem. Trafiłby mnie uj z jasnego nieba, gdyby w sreletygodniu, albo innym FUCKCIE pojawił się artykuł o, dajmy na to, Christ Agony. Bo to kuźwa nie są tematy dla ignorantów. Tak samo pieklą się mniej lub bardziej samozwańczy miłośnicy literatury, kiedy Klub Kupnej Książki rozpływa się w peanach nad jakąś ulotką made by Coelho. Założę się. I nie mówta mi nawet, że wszystko jest dla wszystkich i nie ma co się snobić. Bo momentalnie głuchnę. Dlatego nie uważam, żeby środowisku i muzyce jakoś specjalnie przysłużyło się wstąpienie nygusa Darskiego w szeregi jurorów wojc of de poland czy cuś (ja po amerykańsku nie bałdzo). Ale nie zamierzam bojkotować, bądź co bądź zajebistej, twórczości, hejtować na forach, albo bronić. Pojadę tam, posłucham i będę słuchał dalej. Będę udawał, że nie wiem o całym tym cyrku...
cyrku z Behemothem, z wyborami, z maturą, studiami, kryzysami, dresami, groźnymi minami, szerokimi barami, krótkimi spódniczkami i całą resztą, którą sami zrobiliśmy. Bo chciałbym nie wiedzieć.
Piosnka na dziś (dzięki za pomysł) - Seatbelts - Spokey Dokey
Hail blog!
Ty też zmień strefę czasową :D
OdpowiedzUsuń