środa, 29 lutego 2012

Ladies and Gentleman...

UWAGA, WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO OSÓB, BĄDŹ ZDARZEŃ JEST ZAMIERZONE, WYWIAD JEST AUTENTYCZNY.


Sławek Dyszel wiedział, że to będzie ciężki dzień, kiedy tylko otworzył oczy. To dziś miało się odbyć posiedzenie ludzi zajmujących się aferą siedlecką. Media huczały od przypuszczeń, a detektyw Drutkowski zapowiedział opublikowanie materiałów, które zmienią oblicze sprawy. Sławek jako redaktor najbardziej szmatławego tabloidu w mazowieckiem, musiał wiedzieć, co będzie się działo na tym posiedzeniu i o jakie materiały chodzi, a jeszcze lepiej - być tam, za zamkniętymi dla postronnych i prasy drzwiami. Plan gry miał ułożony w głowie od dawna, ale i tak na myśl o tym, co go czeka, gwałtownie zapragnął wrócić do łóżka. Niestety, musiał wziąć się do roboty, jeśli chciał uzupełnić zapas pasztetu podlaskiego i tatr w lodówce.
Z maturą poszło o dziwo gładko. I liceum ogólnokształcące zgodziło się wydać zaległy (źle punkty policzyli, sprzedawczyki z CKE) dokument, za jedyne 50 złotych dla sekretarki i 100 dla dyrektora (na koszt redakcji). Z dostaniem się w szeregi stróżów prawa również nie było problemów. Wymagane 200 godzin patrolu dopisał sobie w książeczce służbowej zaraz po wyjściu z gmachu komendy głównej. Dział kadr pracuje na dwie zmiany, więc nikt się nie połapał. Kolejne awanse kosztowały go: ćwiartkę bimbru, pusty indeks z lat (no dobra, z roku) studiów, 30 złotych na wachę, żuka pełnego części zamiennych do pralek i 40 rolek papieru toaletowego. Około godziny 15 komenda stołeczna zyskała nowego komendanta - Sławomira Dyszla. Podpięcie pendrajwa z bazarku (10,50 zł) i zajęcie miejsca w sali konferencyjnej były już tylko formalnością. Naczelny się ucieszy...

________________________________________________________________________________

Detektyw Drutkowski wiedział, że to będzie ciężki dzień, kiedy tylko otworzył oczy. To dziś miał po raz kolejny skąpać swe imię w glorii i chwale, a nie bardzo wiedział jak. Potrzebował natychmiastowo jakiegoś szczególnie szokującego materiału. Opinia publiczna zaczynała być niespokojna i wyrażała swoje genialne wnioski poprzez spontaniczne spamowanie kwejka i fejsbuka. Wszyscy chcieli koniecznie wiedzieć, co się stało z charyzmatycznym wokalistą oszałamiającego, nadzwyczajnego bla,bla,bla zespołu 0,5 gratis.
Że też ten gnojek musiał zniknąć akurat w dniu wydania swojej pierwszej płyty... Stolica Apostolska wystosowała ostrą notę do rządu RP, a Antoni Przecierewicz wprost oskarżył braci Tuska i Putina. Hmmm, co by tu spreparować... To musi być coś charakterystycznego dla debiutujących muzyków.
Po chwili wnętrze podwarszawskiej kawalerki wypełnił demoniczny śmiech.

_______________________________________________________________________________


adam aniszewski wiedział, że to będzie ciężki dzień od kiedy został skuty przez goryli w kamizelkach z napisem "PATROL DRUTKOWSKI". Piwnica w której go zamknęli też nie napawała optymizmem. Ale trzeba się liczyć z takimi przyjemnościami, kiedy pomaga się sławnemu kumplowi w ucieczce ze świata szołbiznesu. Zachichotał w duchu. Nikomu nie powie, że Sawicki jest w Żelkowie. Rym. Dobry znak, wena go nie opuszcza. Napisze im ten pieprzony "ostatni wywiad z pierwszym rockowym głosem Rzeczypospolitej" I nawet palnie jakiś głupi tytuł na początek. Na przykład...


_________________________________________________________________________________

MOJE ŻYCIE Z MIRKIEM DYLEM.

Nie, źle. Jeszcze raz.

WYWIAD Z BARTKIEM SAWICKIM
-Na dobry początek - określ swoją osobę iloma tam kcesz określeniami
  • -grubas
  • -nieasertywny
  • -mamzajebistygustmuzyczny, bo tak
  • -lubię gimnazjalistki
  • -Bartek dobra rada
  • -Bartek błękitna taksówka 
  • Troluch 
  • niespełniony perkusista
-Hmm... brałeś coś? Właśnie, zdradź nam, jak branża muzyczna, z którą niewątpliwie jesteś związany, wpłynęła na Twoje życie? Co się zmieniło?
-nie przesadzajmy, jesteśmy w trakcie nagrywania pierwszej płyty, sława i dziwki dopiero na nas czekają. A tak na poważnie to zmieniło się tyle, że od czasu do czasu to ja stoję na scenie i zapewniam ludziom rozrywkę
-Czyżby? Niejaka Pani Kowieska twierdzi, że od kiedy zapuściłeś włosy w różnych miejscach i związałeś się z "tymi szatanami" Twoja frekwencja znacząco spadła? Nie martwisz się o swoją przyszłość? Jak ją planujesz?
- Rozmawiałeś z Panią Kowieską? Mi mówiła tylko że chce dostać płytę z autografami. Co do przyszłości to najpierw matura, z którą w tym roku nie wiążę większych nadziei. W mojej głowie tylko wokal. Nie potrafię albo nie chcę skupić się na kilku sprawach na raz. Mam świadomość że trzeba mieć wyjście awaryjne. Polityka muzyczna w Polsce jest taka a nie inna. W następnym roku obiecuję poprawę, maturę rozwalę w 15 minut, zobaczysz.
-Wydajesz się twardo stąpać po ziemi.... Ja jednak dotarłem do jednej z Twoich fanek, która twierdzi, że w głębi jesteś bardzo wrażliwym chłopcem, który lubi karmić ptaki i tęsknie spoglądać na zachodzące słońce... Jaka jest prawda o Bartoszu Sawickim? Kto, oprócz zespołu zajmuje najwięcej miejsca w Twoim serduszku?
-Z tym karmieniem ptaków to przesadziłeś, ale wyjść wieczorem z psem, słuchać ich zalotów, czemu nie?
Nie znam wielu osób, które nie lubią widoku zachodzącego słońca, więc nie jestem zbyt oryginalny. Nie chcę tu zdradzać moich tajemnic, ale kilkoma nawykami byłbym w stanie nawet Ciebie zadziwić. A w serduszku jest moja siostra, mam nadzieję że będzie miała lepiej niż ja. Czasem ktoś wchodzi, za chwilę jednak wybiega nie zamykając drzwi, robi się przeciąg i dostaję po ryju drzwiami.
-Hm. Pominę więc drażliwy temat (*weź to wykasuj*) i przejdę do "zaplecza" zespołu. Jak wyglądają próby? Kto oprócz Mirosława Dyla cieszy się największym autorytetem? Czyj głos jest decydujący? Często się kłócicie?
-Mirek ma być perkusistą i zajmuje się wyłącznie napierdalaniem na garach. Ostatnio Daray prosił go o radę w sprawie najlepszej konfiguracji na następny koncert Dimmu Burger. Momentami bardzo pomocny jest tata Maćka, który swoimi opiniami wnosi świeży podmuch do zespołu. Kompozycyjnie królują gitarzyści (Maciek & Oktawian z domu Kopryjaniuk), głównie od nich zależy kształt piosenki. Kłótnie oczywiście się zdarzają, ale mamy wspólny cel i zawsze potrafimy znaleźć rozwiązanie. Ewentualnie stosujemy metodę "kto pierwszy odpuści" co ciągnie się godzinami.
-Po ile będzie płyta? Czypińdzisiąt?
-Przede wszystkim musimy znaleźć wydawcę (*WYDAWCY PISZCIE KOMCIE*), kwota to rzecz drugorzędna.
-Czy nie prześladują Cię demony przeszłości? Co z sinalfa (nie umiem tego znaczka na klawiaturze)
-Czekałem na to pytanie. Zdziwię Cię, ale sinalfa wspominam bardzo pozytywnie, wiele się tam nauczyłem i zaliczyłem debiut na scenie (CKiS wy szmaty). Obyłem się z mikrofonem i takie tam.
-Wielu fanów pyta o swoją mekkę, czyli sławetny Grabianów. Co się tam wyrabia i czy plotki nekrofilskich orgiach są prawdziwe?
-W ostatnim tygodniu w Grabionowie nastąpiło przemeblowanie i duże sprzątanie (na szczęście byłem wtedy... gdzie indziej). Imprezy się zdarzają, ale skoro może nas czytać prokuratura, nie skomentuję wątku nekrofilii. Aczkolwiek dociekliwi na dachu mogli zauważyć ślady rysia obklejonego taśmą izolacyjną (Grabianów leży w puszczy sekulskiej - przypis mój). Największą popularnością w naszej siedzibie cieszą się piłkarzyki, w które nie chwaląc się napierdalamy gramy z Maćkiem jak pojebani głupi, podniecając się co trzecim pięknym golem. Nawet ludzie z Camelota nie chcą z nami grać, bo dostają po tyłkach. Dla amatorów rekreacji mamy również saunę. I staw. Z rybami. I ognisko. I drewut-
- Wystarczy, spokojnie. Czy nie czujesz się wykorzystywany przez resztę członków ze względu na fakt posiadania prawa jazdy?
- Czasem, ale za zwyczaj coś na wachę rzucają ( tu duży plus dla Ewy)
- Czy to prawda, że niejednokrotnie wchodziłeś w konflikt z prawem i tylko liczni fani w szeregach Policji ratowali Cię przed dotkliwymi dla budżetu i imidżu zespołu konsekwencjami?
-Do wszystkiego dotrzesz, co? Tak, taka sytuacja miała miejsce, RAZ!
-Czy to prawda, że po całym zajściu Nieznany Funkcjonariusz poprosił Cię o autograf na brzuchu?
- Nie...niżej.
-Hm. To się wytnie. Opowiedz nam w takim razie o swoich autorytetach w dziedzinie wokalu, czy szeroko pojętej muzyki.
-Z rodzimych wykonawców, zawsze intrygował mnie Maciej Maleńczuk, chodzi mi o barwę głosu, kij z jego twórczością, oraz Piotr Pachulski . Oprócz tego, w dziedzinie czystego, spokojnego wokalu, może ze względu na sentyment, a może przez jego zdolność do przekazywania emocji i tekstu w czołówce moich ulubionych wokalistów plasuje się Mariusz Duda. Z podobnych względów wyróżniłbym też Maynarda Jamesa Keenana (*przerwa na telefon od Mirka*). Za opanowaną technikę falsetu cenię Declana De Barrę (Clann Zu). Ostatnio zacząłem eksperymentować ze screamo. Poszedłem po najmniejszej linii oporu i ćwiczę na kawałkach Asking Alexandria, gdzie śpiewa Danny Worsnop. Zawsze lubiłem też męski wokal Eluveitie (Chrigel Glanzmann). Jednak oni wszyscy to pachołkowie pana na szczycie mojej piramidy, Patryka Zwolińskiego (Blindead).
- Dużo tego, ale jesteś znany z monstrualnego profilu na last.fm.
-No (uhuhahu)
-Rozmownyś. Powiedz mi w takim razie, czy jest coś, co szczególnie Cię wpienia, irytuje, sprawia, że chciałbyś być złym człowiekiem?
-Jest od cholery takich rzeczy. Dziwię się ludziom, którzy nie mają pasji, zainteresowań i narzekają na nudę i monotonię w swoim życiu, pytają dlaczego ich marzenia się nie spełniają. Ja, żeby zostać wokalistą musiałem zapieprzać na plantacji bawełny, a i tak mi dużo brakuje. Wiesz, dużo rozmawiam z ludźmi i irytuje mnie, kiedy staram się pomóc i słucham o ich problemach, przez kilka dni chodzą szczęśliwi, dziękują mi, a za tydzień robią i mówią mi to samo. To temat rzeka, a ja zaraz mam angielski. Więc sprężaj się.
-Dobra, ostatnia kwestia. Czy chcesz coś komuś powiedzieć, kogoś pozdrowić (Jana Jakubowskiego), kogoś opieprzyć? Jedna taka szansa na sto, mój blog jest czytany przez tysiące osób.
-Po pierwsze - nie śmiej się z Janka. Przekazać? Nie jestem dla nikogo autorytetem i raczej nie wywrze to na nikim większej reakcji, ale jak tak ładnie prosisz. Rozwijajcie do kurwy nędzy swoją bibliotekę muzyczną, nie siedzcie w jednym gatunku muzycznym i błagam, wszystko tylko nie oldschoolowy thras. Po to jest multum zespołów żeby je sprawdzać. O, na koniec powiem jeszcze co mnie martwi. Jak to powiedział mój znajomy 'boję się, że nie przesłucham całej MUZYKI świata". Róbcie kupę co rano i nie palcie przed jedzeniem.

_________________________________________________________________________________

W sali konferencyjnej KGP w Warszawie zapadła cisza. A w chwilę później rozpętało się istne pandemonium. Danusia, Zosia, Kasia, Basia, Asia i parę innych kobiałek wdarło się do środka krzycząc "MÓJ CI ON", serwery fejsbuka padły z powodu przeciążenia postami w stylu "SAWCIO NA ZAWSZE W NASZYCH SERCACH, TUSK OPRAWCO, GDZIE JEST BARTEK?", komendant główny pobiegł do redakcji naczelnej Fucktu, adam aniszewski beknął po wypiciu maślanki w domu, a empik zaczął masowo wydawać papierową wersję wywiadu. Elektroniczna krążyła w internecie i zaliczyła pierwszy tysiąc pobrań w 5 minut od jej umieszczenia. Tymczasem....

w Żelkowie Bartek Sawicki siedział na ganku, patrzył na zachodzące słońce i podśpiewywał...
"To moooja kura! Jedenaście grząądeeek"

wtorek, 21 lutego 2012

Stay out of my dreams

Siedlce przemysłowe nie są najweselszą dzielnicą. Zwłaszcza w lutym. Nieważne, czy zmierzasz od przyjaciela, do najbliższej ci osoby w życiu, czy wracasz objuczony piwem wszelkiej maści (Lwówek Belg wysuwa się w prywatnym rankingu na czoło) do domu, czy zabłąkałeś się tam na spacerze. Jest niedziela, dochodzi piąta, stalowoszare niebo wydaje się być równie ciężkie, co pierwszy, łamiący organową stylistykę riff. Pada deszcz ze śniegiem i zmienia wszystko dookoła w mokre zwały zamarzniętego błota.

______________________________________________________________________________

Dlaczego człowiek z katarem czuje się bardziej wyobcowany? Już tłumaczę. Powszechnie znanym faktem jest to, iż ww. katar zaburza działanie zmysłu zwanego węchem. Technikalia (jeśli można użyć takiego terminu w stosunku do fizjologii człowieka) zostawiam przesympatycznym ludziom (nie będę się narażał), których życie wypełnia miłość (czasem miłość okrutna, bo z obowiązku) do biologii. Ja zaś wrócę do meritum sprawy (i ograniczę ilość niewiele wnoszących nawiasów) i wyłożę Wam, drodzy, niewiemczyliczniboniesprawdzamilościodwiedzin, Czytelnicy korelację między stosunkiem do społeczeństwa, a wrażeniami olfaktorycznymi. Widzimy, chcąc nie chcąc, znaczną część spotykanych codziennie ludzi. Słyszymy ich chwilami w sposób nieunikniony (choć przypominam - słuchawki, świetne remedium), ocieramy się o nich (wspaniałe, komfortowe, hołdujące wyobcowaniu schody w prusie), ale czujemy - niewielu. Nie wiem, jak to jest zakodowane w waszych głowach, ale dla mnie zapach jest najintymniejszą cechą człowieka. Pomijając pewne wyjątki (tak, wiem, bezdomni nie pachną najładniej, ale udawane powstrzymywanie wymiotów, szanowna nieznajoma pani z autobusu, jest równie niesmaczne. Można podnieść tyłek i zmienić miejsce. TAK, NA STOJĄCE). Osoby, które jestem w stanie rozpoznać po zapachu (nie, perfumy się nie liczą), muszą być mi naprawdę bliskie, a ich zapach jest naprawdę subtelny i zapewne odmienny dla każdego odbiorcy. Katar, ta okrutna przypadłość, zabiera nam delikatną namiastkę przyjemności, jaką jest zapach i stawia nas w szeregu osób, którym brak miejsca na ziemi.

__________________________________________________________________

Możesz wściekać się z powodu tłumu, nie cierpieć go ze względu na miliard mniej lub bardziej banalnych powodów, ale w dzień taki jak ten, gorączkowo szukasz chociaż jednej idącej w Twoją stronę postaci, jednej jeszcze świecącej się wystawy. Niedziela, dzień boży, a jest tak bezbożnie pusto, że ta paraliżująca myśl pojawia się coraz częściej i coraz gwałtowniej próbuje przebić się ku tak zwanej świadomości. Czy to przypadkiem nie jest sen? Gdzie byłem pół godziny wcześniej? Gorączkowo zastanawiasz się, w którym miejscu coś spieprzyłeś, zgubiłeś się, połknąłeś nie to co trzeba?

_____________________________________________________________________

Zabawne, w karcie przeglądarki tuż obok toczy się przekomarzanie o gimnazjum, a ja dzień w dzień jestem zmuszony do zastanawiania się nad sensem istnienia TAKIEGO liceum. Nie obraźcie się, drogie dziewczęta, bo to nic oso... no dobra, to o was, nie ma co się bawić w grzeczności. W czym rzecz? Kiedy słyszę "jeszcze tego nie powtórzyłam", "tego nie ma w podręczniku", "ale ja nie jestem w grupie francuskiej!", oraz przesławne "ale my w klasie maturalnej nie mamy na to czasu!", to mam ochotę jak zwykle na złość wrzeszczeć, że tak, ja chcę, ja przyjdę, ja mam czas pani profesor i napiszę ten francuski, nawet na pałę. Nie żebym był specjalnie nadgorliwy (zapytajcie ludzi, którzy widzieli jak dłubię w nosie i gapię się w sufit w czasie strasznietrudnejigroźnejklasówki, na którą ludzie kuli. Po protu mierzi mnie to, jak środek (matura) przesłonił wam cel (nauczenie się czegokolwiek). Rozumiem, że po próbnej padł blady strach i ksionżki jednak czytać trza, ale na litość boską, to, że czegoś nie zdajecie a) nie zwalnia z myślenia, b) nie czyni przedmiotu bezwartościowym (geeee, jak moralizatorsko). Wolę mieć średnią poniżej magicznych czterech, a cokolwiek rozumieć.


_____________________________________________________________________________

Mijane dźwigi, których przeznaczenia nie sposób odgadnąć, hałdy węgla przykryte workami, klitka z napisem skup, w której chyba tylko Charles Manson mógłby pracować bez uszczerbku na psychice. Pejzaż strasznie kontrastujący z tym, co dzieje się w twojej głowie. Wspomnienia wracają falami, przynoszą ze sobą dźwięki, twarze, zapachy, komponują się z rozedrganym stanem żołądka i wyższym niż tradycyjnie za wysokie ciśnieniem. Długie, przemoknięte sznurówki i długie, ciężkie buty. Długie włosy, długie nogi, długa droga do domu.


_______________________________________________________________________________

Tu powinno być coś cażualowego (łojezu to będzie na maturze?), żeby całość dało się czytać, ale nie bardzo wiem co, więc opowiem wam o wspaniałej grze towarzyskiej... Panie i Panowie, przed Wami - NIESKOŃCZONOŚĆ PYTAŃ. Gra polega na tym, iż jeden gracz wymyśla dowolny, używany w języku polskim rzeczownik, a pozostali gracze starają się go odgadnąć poprzez zadawanie pytań, na które odpowiedź może brzmieć "tak", lub "nie". Jak w Biblii. Ta jakże rozwijający rozrywka pomoże wysilić szare komórki i wypełni czas w dowolnych okolicznościach pozwalając równocześnie zdenerwować otoczenie! "-czy to większe od emememsa?
-tak!
-od czajnika?
-tak!
-od człowieka?
-nie!
-czy to "O obrotach sfer niebieskich"?
-Tak!"


_______________________________________________________________________________

Im ciemniej, tym spokojniej. Pojawiają się samochody, uspokaja się oddech, a im ciszej gra muzyka, tym bliżej powrotu do zdrowych zmysłów jesteś. W pustym mieszkaniu smak grzanego wina doprawiony rdzawym posmakiem. Niedomyty kubek, czy krew w ustach?

wtorek, 14 lutego 2012

I've got Your phone number written in the back of my bible

Było mi tak błogo, chciałem tkwić pogrążony w lenistwie do końca lutego, ale nie ma tak dobrze. Jak zwykle zostałem przez pewne środowiska bezpośrednio zbesztany za nieróbstwo, a przez inne uprzejmie zapytany, skąd ta pustka. Toteż pustkę wypełniam, piszę, tworzę, bredzę.
Cóż można robić w spowitym słonecznym, lub pochmurnym mrozem mieście pełnym krzywych ludzi, jeśli nie wydawać posiadane pieniądze? "Piotr Wielki i reszta" wreszcie przede mną leżą, a jedyne co nie pasuje mi w książeczce (182 strony) Jeleniewskiego, to wszechobecna (niczym ten cholerny mróz) jednoznaczność i objętość. Cholernie zawodząca. To, że pan Tomasz uważa "Who will save the sane?" za rozwlekłe, a "Haunted" za nudne, nie czyni z tych opinii faktów. Chciałem mieć biblię, dostałem katalog. Ale czegóż oczekiwać za 21 złotych.
Co innego te stocoś. Za stocoś dostaję odrobinę spójniejszego singla, który i tak potrafi rozbawić rozwiązaniami, które może i za pierwszym razem były innowacyjne, ale w części trzeciej jakoś ciut mniej bawią. No i multi niezmiennie, a może na zmianę frustrujące i satysfakcjonujące. Miłym ukłonem jest oddzielny skrót do serwerów dedykowanych. A mowa o MW3 (dopiero kończąc, doszedłem do wniosku, że w żadnym miejscu nie wspomniałem o sednie sprawy, czyli o tytule).
Za kolejną stówę (z dodatkami) można dostać jakieśtam zdjęcia ze sztudniówki, za makijażami, kreacjami, uśmiechami (nieporadnymi, albo szczerymi), ładną Pauliną i Julką, moim krzywym ryjem, smutnym Talarem i o. Czemu nie, warto mjeć.
Za trzy dychy można nakupić sobie maślanek, czipsów, czekolad, jeść to przez tydzień, a w piątek rzygać jak kot i chorować przez resztę weekendu, pod troskliwym okiem swojej niezrównanej dziewczyny.
Za piątaka można mieć (kiepskiego dla mnie) portera i krótką posiadówę z Arturem, vel (TAJEMNICA KORESPONDENCJI), aka "Jestem synem bezrobotnych lekarzy".
Za darmo można dostać buziaka. I to chyba najbardziej satysfakcjonujące z tego wszystkiego.
Chciałem tu poschizować, napisać coś o korelacji między arturową elektroniką, doomem, a wszystkim co mam na ipodzie, ale atmosfera informatyki temu nie sprzyja. Więc skończę wymęczoną na siłę notkę. Dobranoc.