Chodzą słuchy, żem porywczy, agresywny, gburowaty choleryk. Jak to się dzieje, że miły, przyjaźnie nastawiony do świata człek przeistacza się w takie cuś? (Och nie, doktorze Jeckyll!) Otóż transformacja przebiega w sposób następujący:
-6:00, budzik z telefony wgniecionego w twarz sprawia, że moje pierwsze wypowiedziane słowo zaczyna się na "k", a kończy na "urwa"
-6:00-6:05, cholerny gówniarz manifestuje mi swoją miłość poprzez skakanie po twarzy, przewracanie wszystkiego na biurku, lizanie, gryzienie, drapanie, ogólnokocie wariacje
-6:05-6:40, śniadanie smakujące jak... w zasadzie wcale nie smakujące, pierwsza styczność z rodziną, za zimna, albo za gorąca woda, stos książek wypadający z biurka i tak dalej i tym podobne
-około 7:15, czekanie na autobus, nie wiadomo co ze sobą zrobić, ani zapalić, ani usiąść, ani iść w cholerę, byle dalej od tłumu zapyziałego jak ja. A w autobusie...Kuźwa. Wszystko byłoby w miarę (!) dobrze, gdyby nie fakt, że widzę. Widzę wszystkie krzyżujące się wzajemnie spojrzenia, kto na co zerka, czego jest ciekaw, co czuje patrząc z boku na twarze innych. I dlatego od pewnego czasu tępo wbijam wzrok w kołyszący się sufit, albo w okno. Ech, gdyby tak słuchawki...
Można by pomyśleć, że po dotarciu do szkoły jest lepiej. Takiego wała, jak Polska cała! Nie wiem jak to się dzieje, że zawsze we wrześniu ten tłum jest tak irytujący. Gdzie Ci wszyscy ludzie są w styczniu? Pół przerwy spędzone na schodzeniu po schodach i człowiek traci zahamowania przed karierą socjopaty. Do tego wszystkiego dodajcie niemrawą klasę, nauczycieli nadludzi i potworną nudę. I powiedzcie sami, czy to tak łatwo żyć i pozwolić żyć.
A dzień dzisiejszy naznaczony nieobecnością ojca i chorobą Pauliny. Kiedy mam za dużo czasu, gapię się na pomazane drzwi i zdarza mi się pomyśleć, że Jego jedyną większą ingerencją w moje życie jest ten mały, naiwny napis "Disco Polo - OK!", obliczony na zepsucie całej ubermetalowej kompozycji...
Z innej mańki - odkryłem swój nowy talent. Otóż podobno opowiadam ładne bajki! Zacznijmy od początku. Co chuman wie o choróbskach? Że trzeba spać pod kołdrą. Załadowałem tedy Pyzę pod kołdrę i dawaj Ją usypiać. Świadom tego, że mój talent wokalny mógłby co najwyżej przyprawić moją lepszą połowę o stany lękowe, zaniechałem śpiewania i zdecydowałem się na bajkę! Bajkę wymyśloną naprędce, w dużej części z moich własnych marzeń, wizji i szkiców z samego wnętrza głowy. Właśnie, szkiców. Wiecie jaki kolor ma zmierzch we wrześniu? I jak trupio wygląda pokój, kiedy resztki światła wpadają przez roletę? I jest tak cicho, że samobójcy rezygnują, bo mają zbyt wielkiego doła. "A obok leży ona. I tak spokojnie oddycha..." Tym optymistycznym akcentem żegnam i życzę wszelkich łask bożych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz