I oto zaczynam. Zupełnie nie wiem dlaczego. Jak to się do cholery stało, że mam bloga? Olaboga! Pomysł, który wpadł do łba w trakcie powrotu do domu zakiełkował i o. Czyżby zgubny wpływ czytania twórczości Moniki Fluks? Wolę nic sobie nie obiecywać i nie deklarować, jeśli to zdechnie, to cóż... nie bywam systematyczny.
Daruję sobie przedstawianie swojej skromnej osoby, bo jeśli ktoś będzie to czytał, to najprędzej znajomy.
Czuć jesień. Czym pachnie? Wypastowaną podłogą w Prusie-srusie, palonymi liśćmi (banale, krocz za mną!), papierosami wieczorem. Jak ją słychać? Bas w Type O Negative, nic więcej. October Rust jest męczone na przemian z Bloody Kisses, a to nie takie proste przy braku mobilnego audio (dziękuję Pyzie za cierpliwe pożyczanie swojego! ;). W zasadzie (i w kwasie - wtrącenie dla biochemów) jesień to okazja na depresję, ale nie wszyscy na szczęście mogą sobie na nią pozwolić. Po pierwsze - jest Paulina. I to tłumaczy wiele, łącznie z osławionymi zmianami w mojej eee... "osobowości". Po drugie, chodzę trzeci rok do klasy z tym &%*!@#*&ijeszczeparęznaczków Talarem, który zmusza mnie do wahań nastroju godnych stanu błogosławionego. Więc... jest nieźle. Pomijając skurczybyczycę (słowotwórstwo!) zwaną Maturą. Ale na nią przyjdzie jeszcze czas. Korzystając z okazji - dziękuję wszystkim z którymi miałem okazje spędzić czas (i wydać pieniądze) w te wakacje. Ktoś tu przyszedł wydębić Diaruma, a moje skołatane ostatnimi wydarzeniami (ognisko w Julce Leśnej) nerwy nie pozwalają protestować, więc kończę z nadzieją na w miarę litościwą ocenę.
xxCaŁoosKhi!xx <3!
Szerzę zarazę blogopisania!
OdpowiedzUsuń