Znów cholerna przerwa, znów muszę lecieć myślę wstecz, żeby mniej więcej przypomnieć sobie co też ciekawego działo się w moim otoczeniu. I wiecie co? Nic się nie działo. Więc nie będzie pamiętnikarskich relacji. z wyjątkiem dnia wczorajszego. Skoro jeszcze go czuję w trzewiach, to widocznie jest wart uwagi.
Jakoś tak się składa, że ostatnio jeśli jest impreza na horyzoncie, to impreza głównie biochemowa. Pominę specyfikę tej klasy, bo jeszcze przyjdzie obskoczyć wpierdziel pod szkołą... Grunt, że bawić się potrafiom! (z góry przepraszam za jakość notki, ale wczoraj zabiłem całkiem sporo szarych komórek i myśli jakoś dziwnie fruwają). Tym razem miałem niekłamaną przyjemność gościć na osiemnastce niejakiej Aleksandry Wielogórskiej. Po latach przygotowań i szykowań ("Paulina, poczekaj, muszę jeszcze siku!"), gładko odnaleźliśmy największy, najbardziej żółty i jedyny dom z numerem 39. Raźno wkroczyliśmy w paszczę lwa, a tam, jak to zwykle bywa, kupa gości.
W tym momencie, nie bez perwersyjnej satysfakcji płynącej z wycieczek osobistych, pozwolę sobie rzeczonych gości przedstawić. Jeśli kogoś pominę, to dlatego, że nie zamieniłem z nim ani słowa i nie zapadł mi specjalnie w pamięć. Bez urazy, a jeśli już, to pojedynki przyjmuję we wtorki od 15:30 do 16:00.
Gościli (w kolejności chaotycznej):
Artur - "mogę coś powiedzieć?", "nie jest źle, kojarzę cały tekst", "nie, to Chuck Testa". przyniósł ogórki kiszone. Wyrazy szacunku.
Duszczyk - "zawsze pokrzywdzony jest ten, kto pije ze wszystkimi po kolei, tak jest w życiu, to jest niedobre" śliczne rumieńce, ludowe hołubce i piosenki. Chyba dobrze się bawił?
skoro Duszczyk, to i
Asia - "patrz ile płyt... o, smerfne hity!"
a skoro tak dwójka, to i
Nieścieruk - "myślałem, że jestem w towarzystwie, w którym nie trzeba chować papierosów". Nie chciał iść na rękę :(
Bush - "zesrała się dupa i płacze", "jestem teraz w idealnym stanie". Ognista dyskusja na wszystkie tematy trwająca dosyć długo, rozwalił się na łóżku i miejsca nie było.
Monika - "nie śmieszne", "teraz jesteś profesjonalnym fotografem", "było już pasowanie?". Robiła zdjęcia i miała atak kompletnego zaniku mięśni. Lubi mojego bloga, więc nie będę się śmiał.
Karolina - "umiem bekać na zawołanie", "żadnych zdjęć z papierosem". Nie bardzo wiem, co mógłbym jeszcze napisać, ale wiem, że gdybym nie napisał nic, to by się obraziła, więc piszę.
Kinga - "NIE JESTEM AGRESYWNA, JA SIĘ TYLKO DRĘ *&%$@!", "ALE NARZUTA, JA CIĘ", "ALE KOŁDERKA JA CIĘ", "CO ROBICIE ŚPICIE". Kulturalnie włamałem się do toalety, a tam Kinga duma nad egzystencją. Ale dobrze Jej szło, więc się nie wtrancałem.
Aleksandra W. (żeby było wiadomo która) ".........". Wreszcie się dowiedziałem, kim jest dziewczyna, która z niewiadomych przyczyn na zdjęciach udaje, że nie ma twarzy. Przyjemna w obyciu persona z tego, com zdążył zaobserwować.
Aleksandra W. - "chcesz takiego fajnego drinka?", "no nie, na łóżku moich rodziców?", "będziecie tak patrzyli jak to robię?". Gospodarka imprezy. Zaopatrzenie na odpowiednio wysokim poziomie, kopnął mnie w dodatku z Jej rąk zaszczyt dzierżenia Ukrytej Flaszki.
Klaudia - "ej nie, adam, ja cię jednak lubię", "jak ja wrócę do domu?", "sprowadzisz mnie po schodach?". Tak rozpierana przez energię, że Dominik ucierpiał, podobnie jak zapasy alkoholu. "Tak wyszło".
Aleksandra K. - "przychodzę w pokojowych zamiarach", "Klaudia, obiecałaś!". I o.
Maksymilian - "o matko, znowu..?"
BACH! I znów niezależnie od swej gorącej woli, musiałem przerwać. Na jakieś 24 godziny. To chyba przebija siedem godzin Moniki? Na tym chyba skończę wymienianie gości. Reszta może się obrazić. Ogólnie rzecz biorą, impreza z tych przyjemnych. Bez przesady, bez parcia na cokolwiek, bez większych ekscesów. Miło było popatrzeć na wielkie, okrągłe oczy Kingi, która przysłuchiwała się historycznej batalii stulecia, pograć w karty (kto ostatni wywali wszystko bez ładu i składu na stół, ten przegrywa), pogadać, pośmiać się, poudawać taniec i w ogóle. Dzięęęę-kuuuu-jeeee-my!
Teraz, dla zachowania równowagi w naturze, osobiste wycieczki względem mojej skromnej osoby. Ciekawostki o adamie! Naga prawda na wierzchu! Życie na sprzedaż, komercja! Chodźta i bierzta!
Piszę, pisałem wiersze. Twory wierszopodobne. Jakby to talar ujął "operuję słowem". Bez krygacji, krępacji i fałszywej skromności - z nader marnym skutkiem. Piszę i palę te wszystkie kartki. To takie oczyszczające wymiotowanie myślami. ("łeeeee, to miała być ciekawostka? nic nowego nie napisałeś! więcej! igrzysk!")
Dobra, postaram się. Posiadam ulubione przejście dla pieszych. Koło Podlasia, przez Wojska Polskiego. Nigdy tam nie czekam i fajnie się tamtędy z rozpędu zjeżdża na rowerze wprost pod koła samochodów. Głupki muszą hamować, a ja pędzę dalej.
Słabe? Więcej? Ech, wymagający z Was czytelnicy. Marzy mi się własna książka. Tak jest, ogrrrromne, monumentalne dzieło traktujące o... i tu jest problem. Są szkice, początki, wątki i różne takie, ale jest też lenistwo. I tak się kończy moja przygoda literacka.
Tendencyjne marzenie, powiadacie? No nic, lecim dalej, bo czas i inne okoliczności gonią. Nie umiem normalnie funkcjonować bez muzyki. Trzy, cztery dni bez słuchawek i adam robi się zły. Poirytowany. Krótka jazda autobusem go przerasta. Wstyd.
Lubię zakupy w supermarketach. Taaaaki asortyment, a ja nie umiem wybrać i spaceruję, dookoła jest tylu brzydkich ludzi, butelki przyjemnie ciążą i brzęczą, a w kolejce można podyskutować.
Boję się nosić noża. I kusi mnie to. Bo chciałbym poczuć czyjś strach, kiedy to ja miałem go czuć. Ale zatrudnienie rodziców sprawia, że jestem zbyt świadom faktu, iż centymetr w lewo, albo dwa centymetry za głęboko spieprzą mi życie od góry do dołu.
W czasie kąpieli zanurzam się pod wodę, słucham szumu i myślę o takim idiotycznym sposobie na samobójstwo. Nie chwaląc się płuca mam, więc dumanie trwa chwilkę, przyprawiając rodzicieli o palpitacje serca.
Moja pamięć jakaśtam nie istnieje. Wychodząc słyszę "sprawdź skrzynkę". Schodzę po schodach jakieś 40 sekund i nie pamiętam o skrzynce. Gorzej, jeśli rzecz tyczy się spraw większej wagi.
Pieniądze się mnie nie trzymają, a jeśli mam pisać szczerze, to nie umiem oszczędzać. Jeśli dysponuję stówą, to po tygodniu jej nie będzie. Bo jak mawia ojciec "pieniądze są po to, żeby je wydawać".
Dłuuugo, długo mówiłem "zbić z pantałyku" i "rozchłestany". Mówiłem i myślałem, ponieważ
Myślę całymi zdaniami. Książkowo. A idąc wymyślam narrację tego co widzę. Gdybym to wszystko zapisywał, ze cztery Noble by wpadły NIE CHWALĄC SIĘ, RZECZ JASNA.
Spotkawszy przykładowego znajomego z gimnazjum, nie wiem o czym mam niby z nim rozmawiać.Więc wspólna jazda autobusem musi być i jest męcząca.
"-Co tam u ciebie?
- Powoli, nie narzekam.
- To spoko, u mnie też.
-No..."
Nie cierpię rozmawiać o szkole. Z nikim. Nie wiem, kiedy są klasówki, nie znam plotek o nauczycielach, w dupie mam oceny innych i poprawy.
Część dalsza tej dupnej notki nastąpi, jak ją wymyślę i będę miał czas. Trzymajcie się poręczy, o ile jest realna.
Pojedziemy tam. The truth is not out there,
Myślę całymi zdaniami. Książkowo. A idąc wymyślam narrację tego co widzę. Gdybym to wszystko zapisywał, ze cztery Noble by wpadły NIE CHWALĄC SIĘ, RZECZ JASNA.
OdpowiedzUsuńSpotkawszy przykładowego znajomego z gimnazjum, nie wiem o czym mam niby z nim rozmawiać.Więc wspólna jazda autobusem musi być i jest męcząca.
"-Co tam u ciebie?
- Powoli, nie narzekam.
- To spoko, u mnie też.
-No..."
- JA TEŻ