czwartek, 8 grudnia 2011

Who will save the sane?

Cumback! (czy to w wolnym tłumaczeniu nie będzie wytrysk wsteczny?)
Wlazłem, zmusiłem się i piszę, nie wiedząc czy będę w stanie dokończyć. Czemu przez miesiąc była cisza? Żebym ja to wiedział... Przyjmijmy, że chciałem sprawdzić wierność swoich fanów, zobaczyć, kto będzie się upominał i motywował, a kto przejdzie nad tą ciszą do porządku dziennego.

Co nowego? Hm. Niby dużo, a w sumie nic. Były jakieś matury, trudne, czy tam próbne, nie wiem. Wszyscy dostawali orgazmu i machali dowodami, bo przecież to ważne. Ale mieliście to u siebie. A jak jeszcze nie mieliście, to po co mielibyście o tym czytać? Pach, temat odpada. Sześćdziesiąt gigabajtów muzyki od Bartka. Za dużo, żeby przesłuchać dokładnie w miesiąc, a co dopiero opowiedzieć w jednej notce? Pach, następny. Ale, ale...
czy zdarzyło się komuś pozować? Bo mi trzy dni temu i owszem. Robiłem już w życiu dziwne rzeczy, jeździłem w bagażniku do sklepu, tabaczyłem na łódce pod molo, kąpałem się na waleta z niemieckimi turystami, ale te poniedziałkowe zajęcia z rysunku załapuję się na pierwszą dziesiątkę dziwności. Zimno, drętwiejące paluchy, stół wrzynający się w tyłek i skupiony wzrok czterech dziewczyn. Przez trzy godziny. A pół godziny po wszystkim wydawało mi się to tak nierealne i odległe, jakby we śnie. Tak to jest jak się w klasie maturalnej ma za dużo czasu.
Klasa maturalna... coś mi się kojarzy. Jakaś impreza..? A tak. Ta, jak jej tam... Studniówka! (w wolnej interpretacji - impreza w studni). Polonez, czołówka, jakieś żarcie, sukienki i cała reszta tego śmiecia przyprawiającego o histerię 26/29 klasy. Gdyby nie Paulina, niejakie przywiązanie do symboli i zapłacone piniondze, to bym tam z przyjemnością nie poszedł. Ale cóż... Póki co trzeba zacisnąć zęby i słuchać tego całego pierdzielenia. Jakby nie było ważniejszych rzeczy. A może to już tak parszywe czasy, że nic ważniejszego nie ma? Studniówkowa histeria, maturalna histeria, rekrutacyjna histeria, studencka histeria, a wszystko w pogoni za pieniondzami. To ja postoję, a wy szykujcie się, jak najlepiej wypaść przy Kolejnej Ważnej Okazji. Tylko żeby jęzor za bardzo nie zwisał.
Dalej nietypowo, bo elektronicznie-rozrywkowo. Tak się fajnie złożyło, że gram w STALKERA. I jestem przytłoczony stworzonym tam obrazem. Na tyle pozytywnie przytłoczony, że wróciła mi chętka na przejażdżkę do Prypeci. Ktoś jeszcze ma ochotę pobiegać z licznikiem Geigera, odkażać się wódką "Kozak" i uznać, że zepsuta ludzkość powinna być kontrolowana? Nie? Trudno, to pojedziemy we dwóch.
Jak do tego wszystkiego dojdzie Skyrim (anagram od Radomyski), MW3, albo Batllefield 3, to matura może iść się schować. Razem ze
sławetnym kluczem. Też go nie lubicie? Bo ja wybitnie. Nie widzę powodu, dla którego wnioski randomowego urzędasa z CKE miałyby być bardziej trafne niż moje i w dodatku jedyne słuszne. Zwłaszcza, że TAK, CZYTAM LEKTURY I NIE SRAM PRZY TYM Z BÓLU.
Ech, coś strasznie sfrustrowana notka, nieprawdaż? Prawdaż. Gdzieś trzeba wylewać żółć.
No to miłego dnia, oby nikomu nie odpadła głowa.

2 komentarze:

  1. Dobrze kurwa, pisz to, może my też się ogarniemy.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, wypadałoby. A do Prypeci to i ja się piszę.

    OdpowiedzUsuń