The Truth
Siedzicie wszyscy wy przede mną tutaj, w tej ciemnej auli. Zastanawiam się, o czym by wam nieprawdaż opowiedzieć i jednocześnie człapię, przechadzam się zgarbiony na długich, nierównych nogach. Dwa kroki w przód, jeden w prawo, dwa do tyłu. Jesteście bardzo wdzięcznymi słuchaczami, macie pomalowane buzie, nic wam nie przeszkadza, tłumnie siedzicie i patrzycie. A może jesteście po prostu tępi? Zniesmaczeni? A może was nie ma, bo znowu się pogubiłem w którymś ze zbyt długich snów? Którekolwiek z powyższych by to nie było, musicie mi wybaczyć przedłużającą się ciszę mąconą jedynie odgłosami dreptania. Musicie, bo nigdzie nie widzę drzwi, więc dopóki ta kwestia się nie rozwiąże, jesteśmy skazani na siebie, albo wy na mnie. Ja i tak zaraz zamknę oczy, bo jest mi wtedy trochę mniej niedobrze. Swoją drogą, to kolejna ciekawa sprawa, takie mdłości. Nie wypiłem jeszcze całego dzisiejszego dnia, więc to coś innego subtelnie chwyta mnie za kichy. Tym mocniej, im dłużej zastanawiam się o czym mam mówić. Ale jeszcze walczę z torsjami, myślę uparcie i wreszcie dochodzę. Do wniosku.Wniosek jest tak obrzydliwy i spada na mój łeb tak gwałtownie, że straszliwa jarzeniowa jasności rozlewa mi się pod czaszką, wszystko staje się logiczne i poukładane jak butelki na regale. No i mogę się wam wreszcie dokładnie przyjrzeć. A to przegina pałę goryczy, jeszcze jedna wielka plaga w mieście, uważaj. Z rozbrajającą nieporadnością padam na kolana i jesteście rozbrojeni, długopisy wypadają wam z dłoni, notatki z szelestem spadają na podłogę. Wasze rozbrojenie jest na tyle satysfakcjonujące, że na czworaka zerkam spode łba, uśmiecham się najkrzywiej jak umiem (czyli niezbyt krzywo) i wymiotuję.God Love Fire Women Death
Przepraszam, może nie uchodzi kalać pamięci tych drugich. Wymiotowali niektórzy na Ostatniej Wieczerzy w Gołąbku, wymiotowałeś ze strachu budząc mnie o świcie i wymiotowałaś z wdziękiem po Ważnym Przyjęciu. Tak. Ale ja nie. Wszyscy wymiotowali, a ja rzygałem. Oczy potoczyły mi się gdzieś w głąb głowy, język uciekł w popłochu, policjanci wyszli, przyszły zimne poty, wszystko od jesieni do jesieni zawirowało dwa, trzy, setki razy, a ja się porzygałem. Rzygałem do ostatniego żołnierza, bezwarunkowo skapitulowałem i postanowiłem uparcie odmawiać kapitulacji. Poleciały na parkiet pioseneczki, rozmówki, spotkanka, rysuneczki, poleciał Django i popcorn z Kafefajki. I ani odrobinkę się nie wstydzę, przyszły bezwstydne czasy, erotyzm wisi w powietrzu, ociera się, rezonuje, iskrzy, a wszyscy mają kieszenie nasączone benzyną. Śmierdzi nią, tą benzyną okropnie, zwłaszcza, że nikt nie żałował sobie na Taką Okazję perfum. Dym też nie pomaga, ale o to akurat nie mam pretensji, bo sam palę rękopis, cztery papierosy i parę mostów jednocześnie, dymi się jak diabli. Żeby się przewietrzyć wychodzimy i leżymy na śniegu, nic nie widać, tylko niebo ciemne. Też jak diabli. Raz na jakiś czas się rozpraszasz, niebo zaczyna spadać nam na głowy, a ja muszę wdmuchiwać je z powrotem gdzieś tam wysoko. Spójrz na te liczne i piękne gwiazdy, mówię, a ty na to, że przecież żadnych gwiazd i że tylko smoła i smoła, jak w piekle. Okropecznie mnie irytuje takie kręcenie nosem na dziurę w całym, więc je sobie wyobraź, mówię, piękne i rozliczne, ba, cedzę! Gorący ten durszlak, proszę o stosowne kroki w celu.Jackhammerrape
Leżymy. Ty leżysz i sobie ze zmarszczonym nosem wyobrażasz, ja leżę i pokonuję drogę krzyżową, ku lepszemu, rzecze Artur Ziemniak, ku ekspiacji, podpowiada Doktur. A tak naprawdę to nie, gram sobie w sudoku i niech mnie Doktur pocałuje w nos, bo sam jest dobry klient i ja lekce sobie ważę jego słowa. Leżymy przez pięć dni i sześć nocy i ani razu nie wschodzi słońce, żeby zerknąć na nas, opuszczonych przez cug i ludzi. Do kusia z taką robotą, powiadam i kopiąc ze złością śnieg idę w siną dal, ty patrzysz ze zdziwieniem, zapominasz o gwiazdach, o kurzu na podłodze auli, o tym co się komu i kiedy nie śniło i niebo zmęczone kretyńskim wgapianiem się, wpada w gniew. Taki straszny, straszny gniew. Rozpędza się, łapie nas, gniecie, miażdży, spala, zatłukuje wyobrażonymi gwiazdami po ryjach na śmierć w konwulsjach i zwierzęcym krzyku. Koniec. Dziękuję za zrezygnowaną uwagę, przypuszczam, że bałagan na podłogach, biurkach, w zlewach nie będzie wam przeszkadzał, bo na co dzień wszyscy w nim brodzimy po kostki i nikt nic nie mówi."dziwnie się zachowywał. Te jego zdjęcia na fejsie". - ach, mądrale! Eremici, którzy osiągnęli taką bystrość Umysłu zwykli udawać się w miejsce odosobnienia i bez reszty oddawali się kompulsywnej masturbacji. Nie otwierając przy tym ust. Polecam.
"kto kogo będzie pocieszał" - ani Hitler nie pocieszał Stalina, ani ciut później Stalin Hitlera przy okazji Stalingradu.
I proszę działać konsekwentnie.
3 tygodnie i nic?
OdpowiedzUsuń