Do you recognize me?
Nie chciałbym znać prawdy o żadnym z was, do powieszenia się wystarczy mi prawda o sobie. Tak jak i staremu Musiałowi wystarczał kot i pianino. Niczego więcej w jego mieszkaniu nie było. Czasem gościłem tam ja, kawa i Dziadek. Musiał z Dziadkiem spędzali długie godziny na rozpierwiastkowywaniu świata, kiedy ja dziubałem na przemian czarne i białe klawisze pianina, by zabić gorycz napoju dla dorosłych. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że ze sterylnie białego mieszkania wychodziliśmy sinym zmierzchem, ja i On. Blond łysina i nikotynowa broda, tak ziejąca dziwnym zapachem i autorytetem. Dziadek wiedział, jak obalić komunę, jak obalić flaszkę, jak zająć się tulipanami na działce i jak zmontować i polakierować stolik. Ja wiedziałem, że mimo wieczornych krzyków mu ufam, a gwiazdy nad siedleckim zalewem świeciły jaśniej niż należy, ufając, że nikt w tych niepozornie szczęśliwych czasach tego nie zauważy.
See? I'm real.
Stukam długopisem w kartkę irytując sąsiadów. Na chłopski rozum wszystko rozumiem, ale po raz kolejny z lędźwi odzywa się przerażająca i ekscytująca świadomość tego, że jest za późno, bo wstrzymałem oddech, bo za darmo i tak wisiałem ci piwo, bo to i tak prosty egzamin. Coś dziś jeszcze miałem zrobić. Coś zapisanego głęboko w zwojach znad morza martwego, w księdze wszechświatów nieomylną ręką Demiurga. Miałem odpowiedzieć na pytanie numer dwadzieścia trzy, ale długopis tak długo zwisa nad kartką, tylko raz na jakiś czas trącając ją od niechcenia, że najpewniej jest już dawno po siedemnastej i zamknęli mnie w tej sali, żebym pokutował za cały czas spędzony nie w komunikacji miejskiej, nie nad książkami, ale w łóżku. Sen, śpię dziewięćdziesiąt godzin tygodniowo i dziewięć godzin tygodniowo, w zależności od aury tej za niedostępnym, choć żaluzja nam się nie domyka, oknem i tej bijącej z biurka samego przez się, przy którym spędzamy życie,
But you never did.
Pracy z poetyki należą się spłodzone jakkolwiek cztery strony. Cztery, jak cztery są pory roku, cztery strony świata, cztery kąty pokoju, który uwięził mnie przy pomocy temperatury i bezbożnej pory. Bramy pozostawały otwarte jeszcze kilka chwil temu, kiedy Janek stwierdził, że pora na niego, jeszcze odźwierny zwany Nocnym nie kazał płacić sobie haraczu. Nocny na dziesiątakach to i haracz niemały, liczony w jednostkach wyobraźni, jakie by nie były. Najważniejsze, że wzrok uciekający w górę wcale nie natrafia na wnętrze czaszki, ale na rzeczone gwiazdy uparcie przypominające cały przesadny rozmach dawnego nieba. Przy przesadnym rozmachu bywa tak, że rozmachnięta ręka na coś boleśnie trafia, lub też beztrosko tnie purpurową, atramentową, albo sinoświtową przestrzeń, na cmentarzu, na osiedlu, w stolicy, albo wracając histerycznym galopem trzy kilometry i piętnaście lat wstecz, nad rzeczonym (TAK, TO SŁOWO DOMINUJE KAŻDĄ SŁABĄ W TYM MOJĄ DUSZĘ) zalewem.
You promised you would take me there again.
Dlaczego pytacie? O co wam chodzi, że zacytuję Czarka? Naprawdę, muszę spowiadać się z tak potwornie mało leśnych atrybutów jaźni? Tak, niech wam będzie. Posiadam zasady. Ba, pryncypialne zasady. Niezmienne, jak soczysta czerwień na sosnach okalających zachodni brzeg bajora na skraju miasta, sosnach, które będą zmuszone obserwować tragiczny koniec Projektu Dopełnienia Ludzkości. Chociaż może to tylko ja, mylący pory roku, miejsca Polski, zmierzchy i świty i towarzyszących im ludzi. Jeśli księżyc jest zbyt duży, nie możesz spojrzeć na drugą ci osobę, bo w środku skończy się wszystko i czerwone morze czerwonej wody pochłonie wszelką jaźń, by stopić ją w doskonałe Jedno. Może nie dziś, ale kiedyś, kiedy Trup ze złożonymi skrzydłami przekornie mrugnie i szepnie zachrypniętym głosem około godziny szesnastej, gdy dojdzie już do siebie, że nie ma się czego obawiać, bo to całe wielkie, czerwone morze, w które stopiła się ludzkość, to tylko wino. Wracając, mam zasady. Sztywne, rygorystyczne zasady, które pętają mój charakter i zakuwają (jak Wy bo ezgamin coś jutro o 10 trudne bylo kto pytaniaa ma) umysł w kajdany. Zasady brzmią - nie należy wymiotować w trakcie pisania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz