Z rzeczy powiedzianych i zasłyszanych
"-Wiesz, kiedy siadłem przed klawiaturą, jak co poniedziałek i choć ten już nie istniał, to nie wiedziałem, gdzie zabierze mnie myśl. Może dworek w lesie, może góry zimą, a może miasteczko na Podlasiu. Takie typowe dla mojej głowy miejsca, rozumiesz. Sam pewnie jesteś w posiadaniu wyobrażeń obszarów, w których myśli płynęłyby (bo przecież nie biegły) inaczej. Tam gdzie dojeżdża się rowerem po kocich łbach, spaceruje niespiesznie wśród stosów liści (lokaj w więzieniu za morderstwo), lub człapie ciężko po śniegu. Nie, nie moglibyśmy tam razem, sam wiesz, w szafce ze sklejki nalewka babci, w dębowym barku łysek, wśród śniegu surowe mięso reniferów. Jakże to tak, we dwóch? Ale nie martw się, któregoś to dnia, po zajęciach, na których mnie nie było, udamy się powolnym krokiem do szemranej knajpy w którejś lwowskiej bramie i przy wdzięcznym akompaniamencie porządnych schabowych z kapustą zaczniemy miarowo, bo jakżeby inaczej, wychylać kolejne stopki, a niebo nigdy nie pojaśnieje, choćby nie wiem jak się starali wszyscy domorośli poeci świata, tak przekonani o wartościach.
-Wiesz, ty zapadasz się coraz niżej w tym fotelu pośród morza zaniedbań i nie tworzysz nic, prócz kolejnych migających scen, może i wyrazistych, ale pustych, jak butelki pod biurkiem. I dobrze ci z tym, z tą świadomością, że ktokolwiek to przeczyta?
-Wiesz, momentami jeszcze pamiętam to, co piszesz. Te wszystkie błękity, tam u nas, dawno. Ale momentami to mam już trochę dość. Bo jak ty to sobie wyobrażasz, ja tu, na łóżku, one mnie dziabią, co noc kaleka we łbie, a ty sobie pozwalasz na takie to tu, to tam, bo śmiesznie? Może i słusznie. Leć już, masz dwie dychy na pociąg.
kap, kap, kap, kroplówka.
tup, tup, tup, po śniegu
gul, gul, gul, niedobre, zrób mi raczej szota, równie niedobry panie Leżanie.
-Wiesz, czasami sobie myślę, że gdybym się postarał, to pozbyłbym się nienawiści do ludzi, a gdybym wypił odpowiednio dużo, to zapomniałbym o tym, że wszyscy dookoła ją żywią i to takie nudne w swej nienaprawialności.
Powietrze gęste od krzyku, szeptu,
Oddechu głębokiego, od słów pełnych siły,
Choć z ust bez uśmiechu zrodzone.
A krew w kolorze bursztynu.
A ogień w kolorze bursztynu."
ciemno i czarno, jesień niby jeszcze jest, mówią że zima, ale u Ciebie zdecydowanie jesień
OdpowiedzUsuń