piątek, 12 września 2014

Taumaturgia

Three months of silence I obtain from my crucifiction


Czy za trójką rzeczywiście kryje się możliwość zmieniania rzeczywistości? Nie mam na ten temat opinii, podobnie jak na całą resztę tematów, choć fakt faktem, próbowałem trzy razy i za czwartem się udało, co kosztowało mnie trzy miesiące czasu. Trzy miesiące wycofania, pozostania z tyłu, zwierania szyków i rozmytego rozglądania się wokół. Zdarzało mi się już wcześniej, ale nigdy do tego stopnia, żeby czas zwalniał tak potwornie. Nie muszę nawet przystawać, a zauważam, że powietrze wokół mnie ani drgnie, a mojej głowy nie dobiega żaden dźwięk, oprócz kroków. Ten odgłos jest o tyle przyjemny, że to moje własne kroki. Jest też o tyle odprężający, że rozciąga się aż do momentu, w którym brzmi zupełnie jak szept wytargany za włosy ze słonecznych korytarzy Dawnatemu. Miałem całe dwa mnóstwa czasu żeby poczytać na ten temat, więc wiem, że to się po prostu zdarza przy spowolnieniu czasu i wcale się nie przejmuję i idę dalej i jest ciemno. Ciemność też mnie nie niepokoi. Jest jej tak niewiele, że mógłbym pozbierać cienie spod drzew i z chodników i zmieścić je w kieszeniach, których mam ni mniej, nie więcej a cztery. Na szczęście tego też nie muszę tego robić (nic nie muszę robić, a moje kieszenie kryją same ważne rzeczy), bo ciemność, którą spotykam, a o którą się nie potykam, przybiera na ogół przyjazne formy, aż warto się przywitać.

Niepokoi mnie za to fakt, że jeszcze chwila wysiłku w przedzieraniu się przez zgęstniałe powietrze i się zobaczymy. Czy dalej potrzebuję pomocy? Nie. Czyżbym wypił i nie wiem, czy po mnie widać? Drugie nie. Zabłądziłem, nie mam słuchawek, nie umyłem zębów? Nienie inie. Skąd w takim razie niepokój? Otóż nie wziąłem zegarka, ani okularów, więc nie wiem która godzina i nie wiem, czy to szary poranek we wrześniu, czy tak dużo latarni w nocy. Z jednej strony z wrześniem nigdy nic nie wiadomo, z drugiej - z nocą też nie. Ta kwestia jest o tyle ważna, że właśnie po to milkłem, nie pojawiałem się, szeptałem i skradałem w niegroźnych ciemnościach, by móc zmieniać rzeczywistość, która wydaje się być nie do zmienienia, zniesienia (potrafi to ta trójka czy nie?). Kiedy zawodzi mnie słuch i zawodzi wzrok, muszę zdać się na zapach. Jest mi to w sumie na rękę. Niektórzy z was wiedzą, a inni może podejrzewają tylko, że żaden miesiąc nie pachnie tak, jak pachnie wrzesień. Jego zapach jest doskonale przebrzmiały i zawsze zdaje się zwiastować nowy początek. Wiem z jakiego powodu tak się dzieje, ale mało mnie to interesuje, skoro już dawno, dawno temu wypadłem z obiegu.

Oto przyczłapałem ja i oto Ty stoisz. Ty tradycyjnie już patrzysz trochę kpiąco, a ja niestety dalej nie potrafię patrzeć w oczy. Znów czuję się zdradzony przez abstrakcyjne pojęcia. Czas, który jeszcze przed paroma krokami łagodnie kołysał nagle zrywa się, bierze mnie w biegu z bara i wykrzywiając w złośliwym grymasie wszystkie swoje mordy działa na moją niekorzyść. Niby nic nie muszę robić i nic nie robię, a czuję, że jeszcze jedna przyspieszona chwila, jeszcze dwie i będzie po mnie. Moje cztery kieszenie kryją same ważne rzeczy, ale w żadnej nie ma niczego mądrego do powiedzenia, ani krztyny wyglądu, żadnej przyciągającej siły. Że potrzebuję takiej siły wydedukowałem podczas wielu długich, długich nocy spędzanych na ustawianiu pustopełnych butelek po Pincie w najróżniejszych konfiguracjach i stukaniu w nie pazurami. Wtedy to właśnie, zataczając się od dźwięku do dźwięku, odkryłem zbrodnicze zamiary czasu, który to przyspieszając, to zwalniając chce Cię porwać.

Jakiś (hehe) czas temu skonstatowawszy tę sytuację, wpadłbym w rozpacz. Może jako mądrzy ludzie sądzicie, że nadal powinienem, skoro moje kieszenie nie oferują żadnej pomocy, nie mówiąc już o głowie. Ha! I tu was mam. Dlatego nie wpadam w rozpacz i dlatego jestem zupełnie spokojny, bo w sukurs kieszeniom przychodzą moje przepastne rękawy. I to tam kryję całe mnóstwa rozwiązań i możliwości, poczynając od dziewiątek, przez JOPKI, aż po sześć asów. Po to właśnie przez trzy miesiące byłem jak umarły, tak naprawdę rosnąc w siłę i kompletując talie po szufladach i kioskach. żeby teraz zachować spoko. Normalnie zapaliłbym w tym momencie, alem gołodupiec, a prosić Cię o skręcenie w obliczu nadchodzących okoliczności nie chcę i nie śmiem. Żeby zatrzymać, przytrzymać czas zgrzytam zębami i robię groźną minę. To pierwszy krok. Następne konsekwentnie prowadzą do otchłani, dlatego bardzo ważnym jest, by zatrzymać się w porę i by nie pisać o nich byle gdzie. Liczy się efekt. Jeśli wszystko poszło dobrze, to kiedy otworzę oczy okaże się, że wszystkie latarnie chełpiące się wzrostem, wszystkie szyldy świecące dla nikogo i wszystkie żarówki pozwalające dłoni trafić na szkło zgasły. Może nie bezpowrotnie, może czas znowu będzie wredny - nic to, efekt liczy się po trzykroć. Będę się zanurzał i wracał w połowie drogi tyle razy ile Ci się podoba, bylebyś tylko mogła zobaczyć tyle gwiazd, ile Ci się podoba. Teraz nie ryzykuję już niczym.

3 komentarze:

  1. Trzy miesiące? Przypominasz mi bardzo bohatera 'Kruka' Erica Dravena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem co myśleć o tem porównaniu, oprócz tego, że wedle mej najlepszej wiedzy ja jeszcze dla odmiany chyba żyję.

      Usuń
    2. To zabawne, bo czasami nie zachowujesz się...zbyt żywotnie. Tak czy inaczej mógłbyś nosić obrączkę na szyi, pasowałaby do Twojego wyglądu.

      Usuń